Imieniny: Waclawa, Tymona, Marka

Wydarzenia: Światowy Dzień Walki ze Wścieklizną

Wspomnienie św. Wacława, męczennika

Wywiady

„W domu trzeba zadbać o wszystko"

 fot. www.benedyktynki-sakramentki.org

Ma 35 lat, pochodzi z Rabki i jest najmłodszym opatem w powojennej historii Tyńca. Ojciec Szymon Hiżycki, bo o nim mowa został właśnie wybrany 74-tym opatem benedyktynów. W klasztorze spełniał już wiele funkcji, teraz przyszła pora na najważniejszą. Z nominatem rozmawia Michał Henkel.

M.H.: Jak zostać najmłodszym opatem w Tyńcu?

SZ.H.: O to trzeba zapytać moich współbraci, którzy mnie wybrali. Zawsze najmniej zależy od tego, który jest wybierany a najwięcej od tych, którzy wybierają.

M.H.: Trzeba wpierw przedstawić program, przekonywać głosujących?

SZ.H.: Słowo "wybory" do nas za bardzo nie pasuje, bo kojarzy się nam to z procedurami demokratycznymi, kampanią wyborczą i z jakąś zamkniętą listą, a u nas opatem może zostać naprawdę każdy. To raczej nie wygląda tak, że ktoś chodzi po klasztorze i robi sobie kampanię tylko bracia spotykają się na specjalnych zebraniach czyli kapitułach. Zasadnicze pytanie jakie się tam pojawia, to kogo spośród zebranych poprosić, by wziął na siebie ciężar świecenia oczami przed wszystkimi przez kolejne 8 lat? ( śmiech). Zawsze jest pytanie: czy przyjmujesz?  Więc zawsze można odmówić.

M.H.: Jakiś program Ojciec jednak musiał mieć.

SZ.H.: Program jest już dawno napisany, jest nim zawsze Ewangelia i reguła św. Benedykta, nikt nic lepszego nie wymyśli. Z wykształcenia jestem patrologiem, w Krakowie uczyłem się  u O. prof. Henryka Pietrasa na Papieskiej Akademii Teologicznej, potem robiłem doktorat w Rzymie na Anselmianum pod kierunkiem O. Marka Sheridana. Zajmowałem się monastyzmem koptyjskim, to moja specjalizacja. W klasztorze byłem też m.in. opiekunem ministrantów, bibliotekarzem, zajmowałem się również duszpasterstwem akademickim, przez ostatnie 2 lata pełniłem natomiast funkcję mistrza nowicjatu.

M.H.: Czyli w zasadzie przeszedł Ojciec wszystkie stopnie wtajemniczenia.

SZ.H.: Traktujemy klasztor jak dom a w domu trzeba zadbać o wszystko, to nie jest miejsce pracy tylko miejsce, gdzie żyjemy. O dom trzeba zadbać w sposób szczególny.

M.H.: Jakim  chciałby być Ojciec opatem?

SZ.H.: Dobrym (śmiech), myślę, że to wystarczy. Słowo opat oznacza ojca i szafarza Ewangelii, osobę, która odpowiada za to, żeby w klasztorze była komentowana Dobra Nowina i reguła św. Benedykta. Dla braci ma być punktem odniesienia zarówno w sporach jak i jeśli chodzi o kierunek życia w którym podąża klasztor, jest osobą, która ostatecznie rozstrzyga dyskusje. Jeżeli zatem mówi się, że jest przełożonym, to nie w tym sensie, żeby wydawał rozkazy, bo św. Benedykt podkreślał, że opat nie może rządzić tak, jakby miał nieograniczoną władzę. Opat powinien pomagać wspólnocie rozeznać co powinna robić, czyli tak naprawdę wyciąga z niej to, co najlepsze, pokazać jej, że dobro za którym ma podążać tak naprawdę już w niej jest. Nie musi więc stwarzać niczego nowego, co jest bardzo pocieszające.

M.H.: Czyli powinien przede wszystkim łączyć.

SZ.H.: Tak, bo opat to zwolennik wspólnoty, ponieważ łączymy się na całe życie w jedno stado, u benedyktynów nie ma zmiany miejsca. W pewnym sensie opat jest więc osobą z boku, która nie należy do struktury, jest jakby ponad nią, to ważne, żeby zachować zdrowie psychiczne (śmiech).

M.H.:  Ma Ojciec stosunkowo młodą wspólnotę.

SZ.H.:. Ponad połowa z naszych braci jest w dekanii nowicjatu czyli we wstępnym okresie formacji, więc jesteśmy w zasadzie najmłodszym klasztorem kongregacji.  Bardzo wielu młodych w dalszym ciągu puka też do naszych bram i chce zostać benedyktynami.

M.H.: Chce Ojciec przyciągnąć jeszcze więcej?

SZ.H.: To dosyć dziwne, bo wszyscy młodzi, którzy do nas przychodzą przyszli do nas sami, nikt ich nie przyciąga. Nie prowadzimy żadnych rekolekcji powołaniowych, nie wiemy więc jak to się dzieje. Nie jesteśmy przecież jakoś specjalnie święci a jednak te ideały, które przyświecały św. Benedyktowi, i którymi próbujemy żyć, w dalszym ciągu oddziaływują na ludzi nawet kilkunastoletnich. Dla mnie jako mistrza nowicjatu było to zastanawiające, że w rzeczywistości, która jest dziś bardzo płynna, a wszystko jest wątpliwe, ludzie szukają właśnie nas. Kiedy ich pytam: dlaczego chcieliby wstąpić do benedyktynów, co ich przyciąga, odpowiadają,  że  właśnie śluby stałości, fakt, że benedyktyni wiążą się na całe życie z jednym miejscem.

M.H.: Chciałby coś Ojciec zmienić w Tyńcu, coś rozwinąć?

SZ.H.: Mówią Tyniec mam na myśli przede wszystkim klasztor i to, że sprawowana jest w nim Służba Boża. Mnisi są przede wszystkim po to, by oddawać cześć Panu Bogu. Św. Benedykt  mówi w regule, że trzeba żyć tak, żeby we wszystkim Bóg był uwielbiony. Podejmujemy więc różne działania, jesteśmy otwarci na ludzi, którzy do nas przychodzą, mamy też wydawnictwo, jeden z braci pisze ikony, kolejny chce szyć ornaty. To ludzie, którzy zgromadzili się tutaj z różnych stron Polski z różnymi pragnieniami, ale łączy ich jedno -  chcą służyć Panu Bogu. Jeżeli więc chciałbym jeszcze do czegoś przekonać moich braci  i gości, to  do tego, że sens ludzkiego życia tak naprawdę sprowadza się do tego, żeby być posłusznym na głos Boga, który nas wzywa do życia.

Uroczysta benedykcja opacka O. Szymona Hiżyckiego odbędzie się 21 marca. Metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz wręczy mu wówczas w Tyńcu insygnia władzy opata: mitrę, pastorał i pierścień.

Źródło:
;