Imieniny: Waclawa, Tymona, Marka

Wydarzenia: Światowy Dzień Walki ze Wścieklizną

Wspomnienie św. Wacława, męczennika

Polska

samochód fot. Pexels

Przez długie lata nikt w Polsce nie zajmował się bezpieczeństwem na drogach. Jeśli do tego dojdzie kultura picia alkoholu w naszym kraju, a raczej jej brak, mamy mieszankę wybuchową, której efekty oglądamy codziennie.

 

- Brawura i nieprzestrzeganie limitu prędkości oraz nietrzeźwość - wylicza główne grzechy polskich kierowców ks. dr Marian Midura, krajowy duszpasterz kierowców. Pytany o jazdę pod wpływem alkoholu, tłumaczy, że takie zachowanie ma głębsze korzenie i stanowi rezultat poczucia bezkarności - To efekt przeszłości, który pozostał do dziś, takie myślenie, że „wypiję dwa, trzy piwa i jakoś dojadę, bo przecież na bocznych nie stoją” - tłumaczy, wskazując na konieczność natychmiastowego zajęcia się problemem, bo efektem są niepotrzebne ludzkie dramaty. Jak zauważa, 10% wypadków z ofiarami śmiertelnymi, powodują pijani kierowcy. Tylko z powodu alkoholu co roku na naszych drogach ginie ponad 200 osób. - Jako ludzie wierzący powinniśmy pamiętać, że piąte przykazania Boże mówi „Nie zabijaj”. W dekalogu kierowcy dodajemy: „Bądź trzeźwy”. Bo żaden kierowca nie powinien być dopuszczony do jazdy po spożyciu alkoholu - podkreśla duszpasterz kierowców. 

Problem istnieje, jednak wiele osób nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Jednak są i optymistyczne akcenty. - Wielu księży „skarży się”, że dokładam im roboty w konfesjonale, bo ludzie zaczynają rzetelnie spowiadać się z grzechów drogowych - przyznaje ks. M. Midura. - To wspaniałe, bo spowiedź polega na tym, że chcę wyznać grzech i się przemienić. A to oznacza, że kierowcy dostrzegają swoje przewinienia.

 

Pijana codzienność

Nie ma dnia bez informacji o śmiertelnych wypadkach na naszych drogach. Dobę po tragicznym wypadku na Podkarpaciu, w którym zginęło małżeństwo, osieracając trójkę dzieci, policja zatrzymała 467 nietrzeźwych kierujących! Dzień wcześniej niewielu mniej… Problem istnieje od lat, jednak nie ma żadnej instytucji, która analizowałaby i wprowadzała odpowiednie programy.

- Najgorsze jest przyzwyczajenie: że tak było, jest i będzie. Jednak to wymaga natychmiastowej reakcji i stąd nasze akcje oraz apele. Także ci, którzy pozwalają osobie pijanej prowadzić auto, są współwinni ewentualnego wypadku! - podkreśla duszpasterz kierowców, zauważając, że kiedy głowa rodziny wsiada za kierownicę „po kielichu”, naraża także swoich najbliższych. - Często wiezie swoje dzieci, żonę, matkę, czyli nie dba o nich, bo świadomie naraża na niebezpieczeństwo! - podkreśla. - A dzieci są bardzo mądre, dużo widzą i rozumieją. Podczas wielu spotkań z nimi w szkołach, kiedy mówiłem o nietrzeźwych kierowcach, wiele razy zgłaszały się i proponowały rozwiązania, jakie same stosują, np. schowanie kluczyków, żeby tata dziś nie jechał… - opowiada, zwracając uwagę na wagę postępowania otoczenia: - Czasem trzeba zdecydowanych reakcji, włącznie z zadzwonieniem po policję, bo może wówczas uratujemy czyjeś życie.

 

Zaostrzenie przepisów 

W wielu przypadkach kierowcy, którzy stracili prawo jazdy za prowadzenie auta pod wpływem alkoholu, ponownie siadają za kierownicą. Propozycją, jaka pojawia się od lat, jest zaostrzenie kar, w tym konfiskata auta. Krajowy duszpasterz kierowców ocenia, że to dobry kierunek, bo przecież ci, którzy jeżdżą bezpiecznie i przepisowo, nie mają się czego bać. - Jednak jego zdaniem zapowiadanie zaostrzenia przepisów, a potem niewprowadzanie ich powoduje jeszcze większą bezkarność. - Nieuchronność kary jest tym, co działa najlepiej - podkreśla ks. M. Midura. - Polscy kierowcy jeżdżący w Niemczech nie wsiadają do auta po alkoholu i nie przekraczają dozwolonej prędkości, bo dobrze wiedzą, że kara będzie natychmiastowa i dotkliwa - zauważa.


Dekalog kierowcy

1. Nie będziesz egoistą na drodze!

2. Nie będziesz ostry w słowach, czynach i gestach wobec innych ludzi!

3. Pamiętaj o modlitwie i uczczeniu św. Krzysztofa, kiedy wyruszasz w drogę - umiej też podziękować!

4. Szanuj pieszych!

5. Nie zabijaj - bądź trzeźwy!

6. Zapnij pasy - będziesz bezpieczny!

7. Nie bądź brawurowy w prędkości!

8. Nie narażaj siebie i innych na niebezpieczeństwo!

9. Pomagaj potrzebującym na drodze!

10. Przestrzegaj przepisy drogowe, szanuj pracę naszej policji!


Pomoże zmiana przepisów czy mentalności?

PYTAMY dr. Piotra Mamcarza, psychologa z Wydziału Nauk Społecznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II w Lublinie

 

Skąd w naszym kraju przyzwolenie na jazdę pod wpływem alkoholu? Robią to zarówno starsi, jak i młodsi, do tego dochodzą narkotyki...

Wiąże się to w naszym kraju z kulturą picia, która jest zakorzeniona historycznie oraz starsza niż kultura jazdy samochodem. Do tego dochodzi powielanie niewłaściwych wzorców - uczenie się społeczne, np. mój dziadek, ojciec jeździli po pijaku i nigdy nie doświadczyli konsekwencji, to i ja mogę. Spożywanie substancji szkodliwych jest bardzo często sposobem radzenia sobie z problemami życiowymi, a tym samym takie osoby często przekładają uzależnienie nad wartość swojego życia. Jeżeli ich własne życie ma niską wartość, np. nie widzą jego sensu, nie potrafią odnaleźć się w rzeczywistości, to również życie innych ma dla nich niskie znaczenie. Wiek kierowcy nie ma znaczenia w odniesieniu do uzależnienia, stąd mamy przypadki młodych i starszych kierowców prowadzących pojazdy pod wpływem.

 

Dlaczego do auta z pijanym kierowcą wsiadają najbliżsi, którzy są trzeźwi i potrafią ocenić sytuację?

Bardzo często dlatego, że są współuzależnione. Boją się wybuchu gniewu, agresji, nieprzewidywanych reakcji, a także przemocy względem ich ze strony osoby pod wpływem alkoholu czy narkotyków. Często także brakuje im wiedzy na temat konsekwencji prowadzenia pojazdu pod wpływem, dlatego że „nieraz się udało, to i może tym razem się uda” albo same nigdy nie prowadziły pojazdu i nie rozumieją, jakie kompetencje są potrzebne. Zdarzają się także młode osoby o niskiej dojrzałości, które nie potrafią ocenić ryzyka związanego z tego rodzaju zachowaniami w ruchu drogowym.

 

Co mogłoby spowodować zmianę w zachowaniu kierowców? Wśród propozycji wymienia się zaostrzenie przepisów, konfiskatę auta…

Długotrwałe zmiany możemy osiągnąć tylko poprzez zmianę mentalności oraz wypracowanie nowej kultury jazdy, która uwzględniałaby wartości społeczne (m.in. dojrzałość społeczna, odpowiedzialność za siebie i innych, przestrzeganie przyjętych społecznie norm i zasad), a nie jak to jest teraz, czyli egocentryzm: ja jestem władcą w moim samochodzie i robię co chcę, nie liczę się z innymi użytkownikami drogi, mi się spieszy, więc jadę 200 km/h, przepisy są po to, by je łamać, a zresztą są nielogiczne, to po co je przestrzegać. Ponadto warto wprowadzić systemy skuteczne w przypadku kierowców zawodowych, którzy - aby móc uzyskać uprawienia - muszą przejść szereg badań specjalistycznych, w tym także badania psychologiczne. Następnie co pięć lat muszą odnawiać uprawienia, przechodząc po raz kolejny proces diagnostyczny. Do tego dochodzi doskonalenie technik jazdy oraz psychoedukacja. Ze statystyk wiemy, że kierowcy zawodowi są rzadziej sprawcami zdarzeń drogowych niż kierowcy niezawodowi.

 

Czy samo zaostrzanie przepisów wystarczy? Może potrzebna jest edukacja?

Działania, takie jak podniesienie kar, konfiskata samochodu itd., niestety nie będą skuteczne w perspektywie przyszłościowej, gdyż opierają się na oddziaływaniu zewnętrznym. Potrzebna jest zmiana postaw, systemów decyzyjnych, struktury celów życiowych, wartości oraz właściwe zdefiniowanie sensu życia, a to wymaga pracy od wewnątrz. Edukacja jest kluczowym elementem, który może wpływać na to, że kierowcy podejmą wysiłek w stronę rozwoju swoich zasobów podmiotowych, a tym samym zaczną być odpowiedzialnymi użytkownikami ruchu drogowego, na który składa się wiele elementów (operatorzy, pojazdy, infrastruktura drogowa, środowisko itd.), a w którym nie ma miejsca na hierarchizację (np. rowerzyści i piesi wchodzą na moją drogę), subiektywne normy (np. jaki to teren zabudowany, kilka domków na krzyż, będę jechać 100 km/h) ani egocentryzm (np. chcę zaspokoić swoje potrzeby nawet kosztem narażania innych na niebezpieczeństwo). Najważniejsze jest to, abyśmy jako kierowcy skupili się na wartości, jaką jest ludzkie życie i dbali odpowiedzialnie o to dobro wspólne. 

Dziękuję za rozmowę.

Oceń treść:
Źródło:
;