Imieniny: Gerarda, Ruperta, Tomiry

Wydarzenia:

Dwudziesta Piąta Niedziela zwykła

Miłość

O Miłości - rozmowa ze św. Augustynem

 fot. Josep Ma. Rosell / flickr.com

O miłości rozmawia o. Jacek Salij ze Świętym Augustynem. Cóż znaczy "kochać"?

 

Szukajcie takiego skarbu, żebyście byli bogaci wewnętrznie. To, co ma wielką cenę, nazywa się drogimi - i słusznie. Zauważcie, jak się mówi: to jest droższe niż tamto. Otóż czy jest coś droższego niż miłość, bracia moi? Jaka jest jej cena? Ceną pszenicy są pieniądze, ceną pola - srebro, ceną perły - złoto, ceną miłości - ty sam. Jeśli chcesz posiąść pole, klejnoty, bydło, zastanawiasz się, jak to kupić, szukasz u siebie pieniędzy. Jeśli chcesz posiąść miłość, szukaj samego siebie, a znajdziesz siebie. Czy boisz oddać siebie, aby się nie zmarnować? Właśnie jeśli się nie oddasz, zgubisz siebie. Sama miłość mówi ustami Mądrości, toteż nie przestrasz się jej słów: Daj samego siebie! Jeśli ktoś chce ci sprzedać pole, powiada ci: Daj mi swoje złoto. Słuchaj, co powiada miłość ustami Mądrości: „Synu, daj mi swoje serce" (Prz 23,26).

Sądzę, Ojcze, że słowa Twoje dotyczą tylko takiej miłości, w którą naprawdę warto się zaangażować.

Miłość jest szatą godową. Nie każda miłość. Często przecież kochają się również ludzie złej woli, którzy są zgodni w dokonywaniu łotrostwa i ciemnych interesów, którzy lubią wspólnie oglądać kiepskie widowisko albo podniecają się wzajemnie wyścigami lub polowaniem. Ale w ludziach złej woli nie ma „miłości, która płynie z czystego serca, dobrego sumienia i wiary nie obłudnej" (1 Tm 1,5). Tylko taka miłość jest szatą godową.

W ewangelicznej przypowieści szata godowa jest warunkiem dopuszczenia do uczty. Widzę, Ojcze, że rozmowę o miłości rozpoczynasz z najwyższego poziomu. Powiadasz, że jest ona warunkiem życia wiecznego.

Oto czym jest miłość: to, czym kochamy Dobro niewysłowione, Dobro dobroczynne, Dobrego Stwórcę wszystkich dóbr. Niech twoją Radością będzie Ten, od którego pochodzą wszystkie twoje radości. Nie mówię o grzechu: jeden tylko grzech nie pochodzi od Niego.

Ludzie mają czasem wątpliwości, czy to nie jest jednostronne, mówiąc o miłości, mówić przede wszystkim o Bogu. Również przykazanie powiada, że Boga należy kochać z całej duszy, z całego serca, ze wszystkich sił i ze wszystkich myśli, a bliźniego - tylko jak siebie samego. Niejednemu trudno się z takim ustawieniem pogodzić.

Boga mam kochać z całego siebie, bliźniego jak siebie samego. A z czego mam kochać siebie, z czego mam kochać ciebie? Chcesz wiedzieć, z czego? Z tego, że Boga kochasz z całego siebie. Czy sądzisz, iż Bóg na tym korzysta, że Go kochasz? Że coś Mu z tego przychodzi, iż Go kochasz? Że gdybyś Go nie kochał, byłby na tym stratny? Jeżeli kochasz, ty na tym korzystasz: znajdziesz się tam, gdzie nie zginiesz. Może zapytasz: To samego siebie mam nie kochać? W ogóle nie kochasz siebie, jeśli nie kochasz Boga, który cię stworzył. Nienawidzisz siebie, sądząc, że się kochasz. „Kto kocha nieprawość, nienawidzi swojej duszy" (Ps 10,5).

Powiedziałeś, Ojcze, że również miłość bliźniego wypływa z miłości Boga...

Najpierw nakazano ci Boga kochać, następnie bliźniego. Boga jednak nie widzisz, miłością bliźniego oczyszczasz swoje oczy, abyś mógł zobaczyć Boga. „Jeżeli nie miłujesz brata, którego widzisz, jakże możesz miłować Boga, którego nie widzisz?" (1 J 4,20) Ale żebyś nie sądził, że w ogóle nie możesz zobaczyć Boga, powiedziano: „Bóg jest miłością, a kto trwa w miłości, w Bogu trwa" (1 J 4,16). Zatem kochaj bliźniego, a rozpoznasz w sobie przyczynę, dzięki której go miłujesz: zobaczysz Boga.

A jeśli ten bliźni czyni zło?

Kochaj grzesznika nie jako grzesznika, ale jako człowieka. Jeśli kochasz chorego, prześladujesz chorobę, bo jeśli oszczędzasz chorobę, nie kochasz chorego.

Ze słów Twoich wynika, że w miłości wolno niekiedy użyć również ostrego środka: jeśli jest szansa, że wyrwie się w ten sposób bliźniego ze stanu duchowej nieprzytomności.

Nawet róża ma kolce. Niektóre dzieła miłości wydają się przykre, surowe. Ale są potrzebne, bo dyktuje je miłość. Zatem jedno tylko krótkie przykazanie otrzymujesz: Kochaj, i czyń, co chcesz! Jeśli przemilczysz błąd, z miłości przemilczysz. Jeśli nakrzyczysz, z miłości nakrzyczysz. Jeśli ukarzesz, z miłości ukarzesz. Jeśli oszczędzisz, z miłości oszczędzisz. Korzeń miłości jest wewnątrz człowieka i tylko dobro może z niego wyrosnąć.

Wrócę jeszcze do Twoich poprzednich stwierdzeń. Mówiłeś, Ojcze, że warunkiem prawdziwej miłości bliźniego jest miłość Boga i wewnętrzna prawość. Są jednak grzechy, które nie powodują cudzej krzywdy. Sprzeciwiają się one Bożej miłości i znieprawiają nas duchowo, ale chyba nie przeszkadzają w okazywaniu dobra innym?

Jeśli kochasz niegodziwość, powiem ci otwarcie: Nienawidzisz siebie! „Kto kocha nieprawość, nienawidzi swojej duszy" (Ps 10,5). A cóż powiedzieć o ciele, które jest mniej wartościową częścią człowieka? Jeśli ktoś duszy swojej nienawidzi, miałby kochać ciało? Przecież ci, którzy kochają nieprawość i nienawidzą swojej duszy, obchodzą się bez żadnej czci ze swoim ciałem. Zatem jak tobie, który miłujesz nieprawość, można powierzyć bliźniego? Przecież będziesz go kochał jak siebie samego! A siebie ty gubisz, człowiecze! Zgubisz więc i tego, którego kochasz jak siebie samego. Lepiej zatem nikogo nie kochaj, lepiej sam tylko idź ku zgubie! Albo napraw swoją miłość, albo porzuć wspólnotę z ludźmi!

Ale czy nie jest i tak, że moja grzeszność uczy mnie wyrozumiałości wobec innych?

Im mniej w człowieku niegodziwości, tym więcej powinno być łagodności. Jeśli nie skruszą nas słowa Pana: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem" (J 8,7), to naśladujmy Jego przykład. Choć sam bez grzechu, powiada owej kobiecie: „I Ja cię nie potępiam, idź i więcej nie grzesz". Mogła grzesznica obawiać się, że po odejściu tych, którzy ze względu na swoje grzechy nie ukarali grzechu cudzego, zostanie najsprawiedliwiej potępiona przez Tego, który sam był bez grzechu. Lecz On - nie z lęku przed własnym sumieniem, ale pełen przebaczenia - powiada: „I Ja cię nie potępiam". Jeśli grzesznicy cię oszczędzili, tym bardziej nie lękaj się Niewinnego. Żeby zaś nie wydawało się, iż pochwala winy Ten, który je przebacza, dodaje: „Idź i więcej nie grzesz".

Niepokoi mnie jeszcze sprawa nierównych szans w czynieniu miłości. Możliwości czynienia innym dobra bardzo zależą od zdolności, temperamentu, uprawianego zawodu itp.

Kto jest przepełniony miłością, zawsze ma z czego dawać. Nazywa się to dobrą wolą.

Pięknie to brzmi, ale czy to jest prawda?

Miłość rozdaje się zupełnie inaczej niż pieniądze. Nie tylko dlatego, że rozdawanych pieniędzy ubywa, a rozdawanej miłości przybywa. Kiedy dajemy pieniądze, nasza życzliwość jest większa, jeśli nie żądamy zwrotu. Natomiast nie można prawdziwie dawać miłości, jeśli nie będziemy życzliwie oczekiwać, że ten, komu dajemy, sam będzie miłość czynił. Pieniądze przychodzą do tego, kto je otrzymuje, ale odchodzą od tego, kto daje. Miłość zaś rośnie, jeśli ten, kto ją daje, żąda, aby dawał ją ten, kto odbiera. Ten zaś, kto przyjmuje miłość, wtedy zaczyna ją posiadać, gdy ją daje.

Tak paradoksalnie wspaniałe i jakżeż prawdziwe są prawa ducha! Ale nie jest łatwo żyć według tych praw.

Kto nie jest zraniony miłością, nigdy nie osiągnie prawdziwego zdrowia.

Zatem przyznajesz mi rację, Ojcze, że nie jest łatwo żyć według praw miłości?

Władca nasz woła: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście" (Mt 11,28). Nie zdołacie przyjść, jeśli nie porzucicie przeklętego trudu, jaki nakazują wam wasze pożądliwości. Chcecie do Mnie przybiec, ale obciążeni brzemieniem grzechów nie potraficie. „Przyjdźcie do Mnie, a Ja was orzeźwię". Wybaczę wam grzechy, usunę to, co zalewało potem wasze oczy; uzdrowię rany na waszych ramionach. Zdejmę wasze brzemiona, ale nie pozostawię was bez brzemion. Zdejmę brzemiona złe, nałożę dobre. Powiada bowiem Pan: „Weźcie jarzmo moje na siebie". Byliście obciążeni niszczącym brzemieniem pożądliwości, teraz będzie was uzdrawiająco obciążała miłość.

Ojcze, zarzuca się czasem etyce chrześcijańskiej, że cała, wraz z przykazaniami miłości, jest etyką interesowną.

Czytamy w Psalmie: „Umiłowałem przykazania Twoje ponad złoto" (18,11). Oto co sprawia łaska. Przykazania, których nie dało się zachowywać nawet pod strachem, są wypełniane z miłości. Usiłowano je zachowywać ze względu na ziemską i cielesną nagrodę, ale się nie udawało. Nie miłowano bowiem przykazań, ale co innego miłowano. Toteż nie przyjmowano ich dobrowolnie, ale raczej jako ciężar wbrew woli. Jeśli zaś miłujemy Boże przykazania ponad złoto i drogie kamienie, wszelka ziemska nagroda za ich zachowanie traci wartość. I żadnych innych dóbr ludzkich nie da się porównać z tymi dobrami, dzięki którym człowiek staje się dobry.

Krótko mówiąc, interesownością jest czynić dobro, aby posiąść jakieś dobra, natomiast czymś zupełnie innym jest czynić dobro, aby być dobrym. Chciałbym Cię jeszcze zapytać, Ojcze, o znaczenie słów Pana Jezusa: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem" (J 13,34). Przecież miłość nie zaczęła się dopiero od czasów Chrystusa. Dlaczego więc Pan Jezus przykazanie miłości nazywa nowym?

Różnicę między miłością nakazaną przez Chrystusa a wszelką miłością świecką wskazują te słowa: „tak jak Ja was umiłowałem". On zaś umiłował nas w ten sposób, że Boga w nas umiłował. Nie jakobyśmy Go mieli, lecz abyśmy Go mieli.

Tak bardzo lubisz, Ojcze, odsłaniać wiele prawdziwych sensów w jednym zdaniu biblijnym. To, co powiedziałeś, na pewno nie jest wszystkim na temat „przykazania nowego".

Miłość w Chrystusie nas odnawia i czyni nas ludźmi nowymi, dziedzicami Nowego Testamentu, śpiewającymi pieśń nową. Ta miłość, bracia najdrożsi, odnowiła już zarówno sprawiedliwych Starego Testamentu, patriarchów i proroków, jak apostołów. Ona również obecnie odnawia narody, i ze wszystkich ludzi, rozproszonych po całym świecie, tworzy i zbiera lud nowy, ciało nowej małżonki Syna Bożego, oblubienicy Jednorodzonego, o której czytamy w Pieśni nad pieśniami: „Kim jest ta, co wspina się wybielona?" (8,5) Wybielona, bo odnowiona. Czym odnowiona, jeśli nie przykazaniem nowym? „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali". Nie tak, jak miłują się ci, co podlegają zatraceniu. Nie tak, jak miłują się ludzie, którzy są tylko ludźmi. Abyście się wzajemnie miłowali jako bogowie i synowie Najwyższego, jako bracia Syna Jego Jedynego - tą miłością, jaką On nas umiłował i jaką prowadzi nas do tego celu, który zdoła zaspokoić nasze pragnienia.

Pamiętam jeszcze inną Twoją wypowiedź na ten temat: „Dlatego nowe, bo przez tę miłość zyskujemy odpuszczenie grzechów. Nie trzymać się tego przykazania jest ciężkim grzechem i korzeniem wszystkich grzechów". Ale zmieńmy nieco temat. Bardzo modne jest dzisiaj porównywać miłość ze śmiercią. Może zechcesz, Ojcze, coś nam na ten temat powiedzieć.

„Mocna jak śmierć jest miłość" (Pnp 8,6). Bracia, któż oprze się śmierci? Ona większa niż ogień, niż burze morskie, niż żelazo, większa niż potęgi i królowie. Przychodzi śmierć i któż się jej sprzeciwi? Na nią nie ma mocnych. Ze względu na tę jej moc, miłość porównuje się do śmierci. A również dlatego, że miłość zabija to, czym byliśmy, abyśmy się stali tym, czym nie byliśmy. Miłość sprawia w nas swojego rodzaju śmierć. Umarł na nią ten, który mówił: „Świat został dla mnie ukrzyżowany, a ja dla świata" (Ga 6,14). Umarli w ten sposób ci, o których powiedziano: „Umarliście bowiem i życie wasze ukryte jest wraz z Chrystusem w Bogu" (Kol 3,3).

Zbliżamy się do końca naszej rozmowy. Pod koniec wywiadów często stawia się pytanie o przyszłość. Właśnie to pytanie pozwolę sobie postawić: Jakie perspektywy ma miłość?

Słuchajcie, co sam Pan obiecuje w Ewangelii: „Kto Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował" (J 14,21). A jeśli Go zapytamy: Co dasz temu, kto Cię miłuje?, odpowie: „Objawię mu siebie". Tęsknijmy za Nim, a ukochamy Go, pożądajmy Go, jeśli jesteśmy Jego oblubienicą. Oblubieniec jest nieobecny, zatem oczekujmy Go, bo nadejdzie Ten, za którym tęsknimy. Niech się oblubienica nie lęka, że zostanie porzucona. On zostawił dowód miłości, o którym nie zapomni. Jaki dowód miłości? Krew swoją przelał. Jaki dowód miłości? Ducha Świętego posłał. O takich dowodach miłości mógłby zapomnieć ten Oblubieniec? Gdyby nie kochał, takich dowodów by nie dawał. On już teraz kocha! Obyśmy tylko my mogli tak kochać! „Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto życie swoje daje za przyjaciół swoich" (J 15,13).

Czekamy na Chrystusa, ale zarazem On sam nam powiedział: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata" (Mt 28,20).

Kochając Boga, już Go posiadasz. Tego, co się kocha w brudnym pożądaniu, często się nie posiada. Czy tym samym jest kochać złoto i mieć złoto? Wielu kocha, a nie ma. Czy tym samym jest kochać zaszczyty i ich dostępować? Wielu, co ich nie ma, pali się do ich posiadania. Szukają ich i często śmierć wcześniej po nich przyjdzie niż je znajdą. Bóg odwołuje się do naszej interesowności, woła: Miłujcie Mnie, a będziecie Mnie mieli, bo nawet nie moglibyście Mnie kochać, gdybyście Mnie już nie mieli.

 

Tekst pochodzi z książki o. Jacka Salija Rozmowy ze Świętym Augustynem

;