Imieniny: Aidy, Marceli, Wiktora

Wydarzenia: Światowy Dzień Wirusowego Zapalenia Wątroby

Komentarze

charyzmatycy fot. Tiago Cassol Schvarstzhaupt / flickr.com

Kilkanaście dni temu zostały opublikowane dwa kościelne komunikaty, które wzbudziły sporo kontrowersji, domysłów i niezdrowych emocji. Pierwszy z nich dotyczył ks. Daniela Galusa - prezbitera diecezji częstochowskiej, członka Wspólnoty Pustelników pw. Ducha Świętego w Czatachowej. Drugi - o. Jamesa Manjackala.

 

Najpierw biskupi diecezji częstochowskiej, płockiej i opolskiej zwrócili się do wiernych z prośbą o powstrzymanie się od organizowania wyjazdów na spotkania modlitewne organizowane przez Wspólnotę Miłość i Miłosierdzie Jezusa. Jak powód podano brak kościelnej aprobaty dla jej funkcjonowania, niejasności, jakie pojawiły się wraz z działaniem powiązanej z nią Fundacji „Anioł Miłosierdzia”. Krótko potem ordynariusz warszawsko-praski abp Henryk Hoser cofnął wcześniejszą zgodę na organizację rekolekcji w parafii Matki Bożej Dobrej Rady w Warszawie-Miedzeszynie, wydaną dla znanego charyzmatyka z Indii o. Jamesa Manjackala. Zakazano mu też wszelkiej działalności duszpasterskiej na terenie diecezji. Nieoficjalnie wiadomo, że powodem decyzji były wątpliwości natury dyscyplinarnej i moralnej, które zgłosiła Nuncjatura Apostolska w Hiszpanii. Ponoć sprawa dotyczy donosu osoby mającej problemy zdrowotne natury psychicznej, której o. Manjackal wcześniej pomagał. Zostały już wysłane stosowne tłumaczenia. W obu przypadkach biskupi powołali komisje, które mają za zadanie wyjaśnić zaistniałe sytuacje. Przedmiotem badań zapewne będzie też zgodność przekazywanych treści z doktryną katolicką. Obaj kapłani podporządkowali się decyzjom ordynariuszy.

Dezorientacja

Dla wielu osób, które uczestniczyły w spotkaniach modlitewnych prowadzonych przez o. Manjackala czy ks. Daniela (a jest ich sporo także z diecezji siedleckiej), decyzje hierarchów były szokiem. Pojawiło się też wiele niezdrowych domysłów, krzywdzących posądzeń - a co za tym idzie, także złośliwa radość środowisk niechętnych Kościołowi (wystarczy przypomnieć, co np. GW czy TVN pisały o innym charyzmatyku - o. Johnie Bashoborze po rekolekcjach na Stadionie Narodowym). Czy zatem musiały zapaść tak ostre decyzje? Czy coś złego dzieje się z ruchem charyzmatycznym w Polsce? I wreszcie: co z dobrymi owocami posługi kapłanów - charyzmatyków? Przecież spotkania przez nich prowadzone „przeorały” tysiące polskich dusz - piszą zdezorientowani internauci, uczestnicy rekolekcji, Mszy z modlitwą o uzdrowienie itp. - pozwalając im na nowo odkryć radość wiary, a często też odnaleźć Boga, spotkać się z żywym Jezusem, doświadczyć cudu. Czy złe drzewo może wydawać dobre owoce? A może to „swąd szatana” w Kościele - jak sugerują jeszcze inni?...

Troska o duchowe bezpieczeństwo

Przyczyn kościelnego sceptycyzmu wobec ruchu charyzmatycznego (szczególnie z jego tzw. neopentekostalnymi, czyli pokrewnymi ruchowi zielonoświątkowemu odłamami) podaje się kilka. Są to m.in. nieuregulowana sytuacja kanoniczna wielu wspólnot, nadmierna koncentracja na przeżyciu, empiryzmie, irracjonalizmie; szukanie cudowności (cuda się ogłasza, a nie bada się ich), pewne podobieństwo do istniejących w przeszłości form iluminizmu (montaniści, waldensi - XII w., tzw. bracia wolnego ducha - XIV w., kwietyści - XVIII w.), które doprowadziły do herezji; ryzyko subiektywizmu, protestantyzacji i judaizacji Kościoła, który zaczyna być traktowany jako superwspólnota, gdzie różnice dogmatyczne nie odgrywają większej roli, a celem jest nowa międzywyznaniowa „religia”. Oczywiście, wątpliwości nie oznaczają negacji czy potępiania wszystkiego, co w danym momencie wykracza poza dotychczasową praktykę Kościoła. Rzecz w tym, że poprzez swoje dwutysiącletnie istnienie nauczył się on przezorności. W zdecydowanej większości herezje, schizmy, jakie się w nim dokonały, miały podłoże pobożnościowe (np. mariawici w Polsce)! W którymś momencie wymknęły się spod kontroli (nawet ich liderom), dając początek rozłamowi.

Trzeba jasno powiedzieć: ostrożność Kościoła wobec ruchu charyzmatycznego nie jest tożsama z kwestionowaniem jego zasadności. Wręcz przeciwnie: chodzi o to, aby go właściwe uformować, pomóc mu zachować katolicką specyfikę (pamiętając, że w Kościele katolickim, jak uczy Vaticanum II, znajduje się pełnia środków zbawienia), zagwarantować duchowe bezpieczeństwo często nieświadomym zagrożenia wiernym. Jest to niewątpliwie znak czasów. W teologii znane jest pojęcie sensus fidei - zmysłu wiary, który stał się podstawą nawet do ustalenia dogmatów wiary. Ale zawsze towarzyszyła temu głęboka refleksja rozumu, wiara i posłuszeństwo.

Przestrzeń wzrastania

Ludziom potrzebne są momenty w ich wierze, które dają otuchę, siłę, pozwalają odkryć na nowo żywego Boga, radość bycia Jego uczniem. Jeśli towarzyszy temu solidna katecheza, prosto i mądrze podana treść, miłość do Kościoła jako przestrzeni wzrostu i dzielenia się wiarą - wrócą do swoich parafii i w codziennej Eucharystii, medytacji nad słowem Bożym, modlitwie itp. odnajdą to samo. Tworzy się przestrzeń duchowego wzrostu. Ruch charyzmatyczny może stać się jego zaczynem. Z drugiej strony trzeba sobie postawić pytanie: dlaczego w znakach liturgicznych, w uczestnictwie w niedzielnej Mszy św. nie odnajdują radości? Dlaczego katecheza w szkole, świadectwo życia rodziców w domu nie prowadzi młodych ludzi ku spotkaniu z żywym zmartwychwstałym Jezusem? Dlaczego wokół tylu letnich, smutnych chrześcijan? Wydaje się, że wspomniane wyżej dekrety biskupów kilku polskich diecezji to dobra okazja do poszukania odpowiedzi na te i inne pytania.

Posłuszeństwo

Sprawdzianem weryfikującym postawy wielu - zawiedzionych wspomnianymi wyżej decyzjami hierarchów - osób będzie posłuszeństwo. Mówi się o nim, że jest „święte”. Dlatego w konfrontacji z nim zły duch zawsze się demaskuje. Fora internetowe i dyskusje - pełne oskarżeń, a często wręcz obelg, wulgarności adresowanej do biskupów, Kościoła - nie napawają optymizmem. Coś tu nie gra. A zarazem fakt ów jednoznacznie potwierdza wątpliwości co do szczerości intencji piszących te słowa. „Młyny Boże mielą powoli, ale dokładnie i miałko” - czasem się mówi. W historii wiele razy posłuszeństwo i zaufanie przełożonym okazywały się zbawienne (np. św. o. Pio przez kilka lat miał zakaz spowiadania), potem wyniosły na szczyt świętości. Wiele lat po objawieniach s. Faustyny badano orędzie Jezusa Miłosiernego, które przekazała światu, oficjalnie powstrzymując jego rozpowszechnianie. Dziś nie ma chyba osoby, która by o nim nie słyszała. Św. Ignacy z Antiochii pisał: „Kiedy bowiem jesteście posłuszni waszemu biskupowi, jak [samemu] Jezusowi Chrystusowi, to w moich oczach nie żyjecie już według ludzkiego sposobu myślenia, lecz według [myśli] Jezusa Chrystusa, który dla nas umarł, byście uwierzywszy w śmierć Jego, uniknęli śmierci. Jest zatem rzeczą konieczną, abyście - tak, jak to czynicie - nie robili nic bez waszego biskupa, lecz abyście byli posłuszni także i kapłanom niby Apostołom Jezusa Chrystusa, który jest naszą nadzieją”.

A zatem potrzebne są: czas, mądrość posłuszeństwo woli Bożej. O resztę nie trzeba się martwić.


Ostrożność jest wielce wskazana

Ks. Tomasz Bieliński, diecezjalny koordynator ruchów i stowarzyszeń katolickich

Minęło ponad 50 lat od zakończenia obrad II Soboru Watykańskiego. To wtedy przypomniano o ważności charyzmatów jako darów nadprzyrodzonych oraz dowartościowano laikat w Kościele. Owocem tego nauczania było zapoczątkowanie, a potem prężny rozwój w drugiej połowie XX w. katolickiego ruchu charyzmatycznego. Mówię o katolickim, gdyż kilkadziesiąt lat wcześniej miało miejsce tzw. przebudzenie pentekostalne we wspólnotach protestanckich. Przez ostatnie pół wieku kolejni papieże nie tylko akceptowali rozwój ruchu charyzmatycznego, ale systematycznie wyrażali swoje uznanie dla owoców, jakie pojawiały się w różnych Kościołach lokalnych. Przede wszystkim podkreślali rolę, jaką grupy Odnowy odgrywały w odradzaniu się zmysłu wiary społeczeństw postchrześcijańskich. Cenili też ewangeliczną metodę dzielenia się wiarą osób świeckich w środowisku ich zamieszkania, pracy i nauki. I co najważniejsze: podkreślali niesamowity dynamizm wzrostu praktyk religijnych wszędzie tam, gdzie członkowie Odnowy otwierali się na działanie Ducha Świętego przejawiające się w uzdrowieniach i innych znakach charyzmatycznych. Ruch charyzmatyczny zawdzięcza swoją owocność i dynamizm również czuwaniu pasterzy nad jego prawowiernością - wszak każde dzieło Boże wystawione jest na ataki ojca kłamstwa (por. J 8,44).

Koniecznym jest nieustanne rozeznawanie według ewangelicznej zasady „poznawania drzewa po owocach” (por. Mt 7,17) i „oddzielania dobrych ryb od złych” (por. Mt 13,48).

To zrozumiałe, że każda decyzja biskupa o zakazie posługi któregoś ze znanych charyzmatyków może zaboleć tych, którzy doświadczyli ożywienia wiary, a może nawet cudu uzdrowienia fizycznego. Pamiętajmy o słowach Jezusa Chrystusa, który przestrzegał przed nadejściem czasu, kiedy to pojawią się fałszywi prorocy - oni również będą czynić cuda i znaki, aby wielu w błąd wprowadzić (por. Mk 13,6). Zatem ostrożność jest wielce wskazana.

Trzeba zaufać Kościołowi. Twierdzę bowiem, iż jeśli nawet któryś z hierarchów podejmie w tej sprawie błędną decyzję, to Duch Święty poradzi sobie z jego „nieposłuszeństwem”, ale jeśli my, tj. dzieci Kościoła, nie poddamy się osądowi hierarchii i trwać będziemy przy swoich racjach, to Duch Święty sobie z tym nie poradzi, gdyż zamkniemy się w ten sposób na Jego działanie.

Oceń treść:
Źródło:
;