Imieniny: Tekli, Boguslawa, Linusa

Wydarzenia: Dzień Spadającego Liścia

Wspomnienie św. Pio z Pietrelciny, prezbitera

Jaśniej

klerycy pijarscy fot. Achiwum Zakonu Pijarów

Jakie formalności należy załatwić i jakie dokumenty skompletować przed wstąpieniem do zakonu? Jak wygląda rozmowa z przełożonym? Swoimi doświadczeniami dzielą się pijarscy nowicjusze i klerycy.

Rozmowy kandydatów z prowincjałem Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów odbywają się na ogół w pierwszej połowie czerwca. Jedni, nawet po roku, doskonale pamiętają dokładną datę i okoliczności spotkania – „8 czerwca 2016 roku – pamiętam, jakby to było wczoraj. Tym bardziej, że poprzedzającą noc spędziłem pisząc pracę dyplomową” – wspomina Maciej, pijarski nowicjusz. Innym, bez kalendarza, trudno to ustalić, bo temu wydarzeniu towarzyszyły silne emocje. W sumie to nie dziwi, bo to jeden z kilku ważnych kroków na drodze powołania do kapłaństwa czy życia zakonnego.

 

Formalności

Sama rozmowa z przełożonym zgromadzenia czy zakonu to w zasadzie zwieńczenie wcześniejszego zbierania dokumentów i załatwiania formalności wymaganych od kandydata do seminarium.

„Moim pierwszym zaskoczeniem była łatwość w spełnieniu wszelkich procedur. Najtrudniejsze w tym wszystkim było podjęcie tej ostatecznej decyzji o wstąpieniu, same formalności zajęły dosłownie tylko kilka dni” – zauważa Szymon, który bardzo szybko skompletował potrzebne dokumenty: odpisy aktów chrztu i bierzmowania, opinię swojego katechety i pozostałe dokumenty.

„Kiedy panie pracujące w kancelarii usłyszały, że potrzebuję odpis aktu chrztu, by złożyć go przy przyjęciu do zakonu, od razu zawołały proboszcza, zaproponowały kawę i ciastka. Proboszcz prawie w ogóle mnie nie znał. Nie pojawiałem się w mojej rodzinnej parafii, bo angażowałem się w szkole pijarów i w duszpasterstwie dominikanów. Właśnie dlatego proboszcz odmówił mi wydania opinii” – wspomina Szymon. Dziś już wie, że w takim przypadku do przyjęcia do zakonu na ogół wystarcza opinia katechety albo kapłana z duszpasterstwa, do którego się należało. „Po napisaniu podania o przyjęcie i życiorysu miałem już prawie wszystkie dokumenty” – dodaje.

Dla Krzysztofa czas kompletowania dokumentów był okazją do odświeżenia nieco zapomnianej już znajomości z katechetką z liceum. „Okazało się, że mimo dwóch lat, które minęły od ostatniego spotkania, siostra nadal dobrze mnie pamiętała, a wiadomość o mojej decyzji o wstąpieniu do zakonu przyjęła z ogromną radością, choć także z dozą małego zaskoczenia. Podobnie było z księdzem proboszczem, którego poprosiłem o wystawienie opinii. Był w naszej parafii dopiero od kilku miesięcy i dopiero moja prośba stała się okazją do dłuższej rozmowy” – wspomina chłopak.

 

Droga

Emil przed wstąpieniem do pijarów dwa razy uczestniczył w rekolekcjach powołaniowych w ich krakowskim seminarium. Tam poznał ojców odpowiedzialnych za formację kleryków. Chociaż czuł w sercu wezwanie Pana Boga, to jednak ociągał się z decyzją o wstąpieniu. Dopiero zachęta ze strony jednego z ojców skłonił go do działania.

Przyjazd do Krakowa na umówione z prowincjałem spotkanie zajął mu pięć godzin. Jechał busem. „Przez całą drogę towarzyszyła mi jedna myśl: „Co ja właściwie robię? Jeszcze mogę zawrócić!”. Po wyjściu z busa nie było lepiej, ale jakaś wewnętrzna determinacja nie pozwalała się wycofać” – wspomina. W końcu stanął pod drzwiami Kurii Prowincjalnej.

Maciej, jadąc rano do Krakowa, próbował nieco zdrzemnąć się w pociągu. Nie było to proste. „W mojej głowie pojawiało się coraz więcej myśli dotyczących mojego powołania” – mówi. Po dotarciu do Krakowa, w oczekiwaniu na spotkanie z prowincjałem, wybrał się na spacer po pobliskich Plantach. „Właśnie tam stoczyłem prawdziwą walkę z samym sobą. W głowie kołatały różne myśli i pytania: „Co ja właściwie robię?”. To wszystko wydawało mi się jakimś szaleństwem” – przywołuje w pamięci wspomnienia sprzed roku.

Szymon do Krakowa jechał pociągiem z Poznania. „Z każdym kolejnym kilometrem pojawiały się w mojej głowie kolejne myśli: „Czy dobrze robię? A co będzie, jeśli mnie nie przyjmą? Przecież już tyle osób wie o moich planach”. Przepełniony jakimś lękiem i zmęczony po nieprzespanej nocy doszedł z dworca do budynku przy ul. Pijarskiej 2, gdzie od razu spotkał się z ciepłym przyjęciem ze strony o. Józefa Matrasa – prowincjała Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów.

 

Rozmowa

Czas rozmowy z prowincjałem zależy najczęściej od kandydata. Maciej jest gadułą, więc na Pijarskiej w Krakowie spędził ponad dwie godziny. Na ogół spotkanie trwa jednak krócej. Chłopacy, którzy taką rozmowę mają już za sobą, zgodnie odpowiadają, że przebiegała w bardzo miłej atmosferze. „Pytania były bardzo różne: od tych podstawowych, (kim jestem? co studiowałem? jakie mam zainteresowania?), po te nieco trudniejsze (dlaczego akurat pijarzy? jak rozeznawałem powołanie?)” – wylicza Maciej.

„Szczególnie zapamiętałem jedno pytanie: „Jakie trzy życzenia wypowiedziałbyś do złotej rybki, gdybyś ją spotkał?”. Pytanie wcale nie było takie proste. Padło przecież w momencie składania dokumentów do zakonu. A przyszłemu zakonnikowi nie wypada przecież prosić o willę na Wyspach Bahama!” – żartuje Szymon.

Po rozmowie z prowincjałem, gdy wszystkie inne formalności są dopełnione, kandydatom pozostaje czekać na decyzję Kongregacji Prowincjalnej (w jej skład wchodzi prowincjał i jego czterej asystenci). Gdy decyzja jest pozytywna, kandydaci rozpoczynają przednowicjat. U pijarów zwyczajowo rozpoczyna się on 25 lipca i trwa dokładnie miesiąc, aż do 25 sierpnia, czyli do obchodzonego uroczyście w zakonie Święta św. Józefa Kalasancjusza – założyciela pijarów.

Czas od złożenia dokumentów do rozpoczęcia formacji to także ostatni moment na uporządkowanie swoich osobistych spraw – jedni kończą studia i piszą prace dyplomowe, inni muszą uregulować swoją sytuację w firmie, w której dotychczas pracowali. Jeszcze inni muszą w końcu o swoich życiowych decyzjach poinformować rodzinę i przyjaciół.

Temu wszystkiemu towarzyszy już jednak radosna świadomość, że droga do rozpoczęcia formacji w zakonie jest otwarta.

Oceń treść:
Źródło:
;