Imieniny: Tekli, Boguslawa, Linusa

Wydarzenia: Dzień Spadającego Liścia

Wspomnienie św. Pio z Pietrelciny, prezbitera

Książka

“Urodzony, by się nie bać” – Dariusz Malejonek

 fot. mat. pras.

Książka rozpoczyna się od drzewa genealogicznego i odniosłem wrażenie, że będzie to typowa biografia. "Urodzony, by się nie bać" Dariusza Malejonka biografią nie jest, jest czymś więcej. Owszem, czytelnik prześledzi ważniejsze wydarzenia z życia artysty, ale to przede wszystkim opowieść o czasach i ludziach, i o odnalezieniu Boga.

Dariusz Malejonek, wokalista i gitarzysta, rozpoczynał drogę estradową w 1983 roku w zespole “Kultura”, następną grupą był “Izrael”. Na basie grał w zespołach “Moskwa” oraz “Armia”. W 1989 roku założył grupę HOUK. Jest  współtwórcą “2 Tm 2,3” (Tymoteusz) oraz “Arki Noego”, w 1997 roku założył “Maleo Reggae Rockers”.

W książce, owszem, opisuje kolejne etapy swej drogi, ale sporo miejsca poświęca osobom, z którymi  grał i współpracował. Nie ukrywa także tego, o czym się słyszy, ale mało kto ma odwagę otwarcie potwierdzić. Koncerty, trasy koncertowe, ale także alkohol i narkotyki. Malejonek tego nie ukrywa, wspomina też kolegów, wielu z nich narkotyki wyprawiły już na tamten świat. Czytając te książkę, opowieść Malejonka o życiu i ludziach, odnosiłem wiele razy wrażenie, że coś, może ktoś, co jakiś czas hamował dyskretnie jego szaleńcze życie. Nie myliłem się, potwierdziło się gdy doszedłem do rozdziału, w którym Darek opisuje jak Bóg nim potrząsnął i złapał go w swoją sieć. Maleo – urodzony buntownik, zawsze na przekór systemowi, opowiada o burzliwej młodości, muzycznych i życiowych rewolucjach, także o spotkaniach twarzą w twarz z Bogiem i szatanem. Od hardcorowych początków, przez kultowe festiwale i koncerty, po rosnącą popularność. Narkotykowe eksperymenty, duchowe poszukiwania. Szczegóły doczytacie Państwo sami. Kilka dni temu miałem okazję porozmawiać z Malejonkiem - zapytałem o książkę:

 

Dariusz Malejonek – To właściwie nie jest biografia, tylko bardziej takie luźne historie z życia. Tworzą one pewną całość. Natomiast nie jest to typowa biografia. W książce jest sporo różnych anegdot, różnych refleksji, różnych wydarzeń. Więcej niż suchej biografii. To już jest ładnych parę lat - 35 lat.  Zostałem namówiony, żeby tę książkę wydać. Nigdy nie było czasu, nadal nie ma czasu. Natomiast Magda Nierebińska, która razem ze mną pisała tę książkę, zmotywowała mnie. Ona wykorzystywała każde wolne pół godziny, które miałem. Trwało to dwa lata.

Bogdan Ingersleben – Zastanawiający jest tytuł. Czego już z samego tytułu powinniśmy się dowiedzieć?

D.M.  -  “Urodzony, by się nie bać” to nie jest książka o tym, żeby człowiek się nie bał w ogóle. Żeby przestał się bać. Myślę, że książka jest o tym, jak pokonywać lęk w życiu. Jak ten lęk w taki sposób w sobie zagospodarować, żeby on nie przeszkadzał. Żeby nie tłumił pewnych ograniczeń, marzeń, działań, pewnych rzeczy, które mówi serce, a bardzo często jest tak w życiu, że strach paraliżuje człowieka i zabiera motywację. Zabiera chęć życia. To jest o tym, jak dzięki Panu Bogu, można z tego wyjść, z tego zaklętego kręgu.

Poszedłem do łazienki, spojrzałem w lustro i normalnie zobaczyłem w nim demona. Totalnie się przeraziłem. Poczułem nagle, że chwyta mnie paraliż, lodowaty szpon ściska mi serce, że kompletnie odpływam, umieram. I właśnie wtedy sobie przypomniałem, że parę lat wcześniej w Jarocinie oddałem życie Jezusowi. Nie mogłem już mówić, ale pojawił się we mnie wewnętrzny krzyk: “Jezu ratuj!”. (“ Urodzony, by się nie bać”, Dariusz Malejonek,  Małgorzata Nierebińska, ZNAK, 2016 r.).

B.I. -  Jednym, z najważniejszych przesłań tej książki jest historia zbliżenia do Boga. To Bóg ciebie spotkał chyba bardziej, niż ty szukałeś drogi do niego, żeby Go spotkać?

D.M. – To jest niesamowite. Ja teraz byłem w Syrii, w Aleppo i w Damaszku, w miejscu, w którym św. Paweł został porażony światłem Chrystusa. Gdzie został nawrócony w jednej chwili. To było dla mnie bardzo wzruszające, bo ja miałem podobną drogę takiego gwałtownego nawrócenia. Dlatego wiem, że to była interwencja Pana Boga, z góry. Niesamowite! Dlatego św. Paweł jest dla mnie tak ważny. Dokładnie wiem, że to Pan Bóg pierwszy działał. Cały czas był obecny w moim życiu. Nigdy mnie nie zostawił, nawet jak ja nie wiedziałem o Jego istnieniu. To było bardzo ważne, że w pewnym momencie mojego życia dałem mu się złapać w jego sieć. Ktoś powiedział, że prawdziwa mądrość w życiu polega na tym, żeby dać się złapać Panu Bogu w tę sieć - tak jak św. Piotr został rybakiem ludzi. Pan Bóg cały czas te sieci zarzuca, ale my, przez swoją mentalność, przez swoje myślenie, skostniałe, nie dajemy się złapać.

Muzyka jest bardzo ważna. Bo to się stało na koncercie, poprzez muzykę. Miałem kiedyś taką refleksję, że muzyka działa. Że muzyka przełamuje te bariery. Tak jak mury Jerycha zostały zburzone przez trąby. Wtedy Izrael zdobył miasto. Pan Bóg mnie zdobył poprzez muzykę. Najpierw skruszył mury mojego serca, poprzez muzykę, a potem doszło Jego Słowo do mojego serca.

Kiedyś, podczas spotkania z młodzieżą w liceum im. Kenara w Zakopanem, zapytano mnie, czy chciałbym znów mieć 18 lat?  Powiedziałem: “Oczywiście, pewnie!”. Ale nagle zapaliła się w głowie taka czerwona lampka i mówię: ”Nie, jednak bym nie chciał”.  Oni pytają “Dlaczego?”. “Bo nie wiem, czy dałbym się drugi raz złapać w tę sieć”.

Jest napisane w Ewangelii, że jest ona głupstwem dla pogan, a zgorszeniem dla Żydów. Tak jest w pewnym sensie, bo jak się mówi o Bogu, to ludzie pukają się w głowę, że to jest głupota. I trzeba być na chwilę głupim, ewangelicznie głupim, żeby się dać Panu Bogu złapać. Mi się to udało. Jestem z tego bardzo szczęśliwy.

B.I – Kto powinien sięgnąć po Twoją książkę, kto powinien ją przeczytać?

D.M. – Myślę, że jest to przygodowa książka. Jest to literatura drogi. Bo właściwie życie chrześcijanina to jest droga. Największe przygody miałem właśnie w drodze, z Panem Bogiem, nie wcześniej. Wcześniej miałem bardzo dużo różnych, ciekawych rzeczy, ale z Panem Bogiem były najciekawsze. Dzięki Niemu byłem w Afryce, na Jamajce, w Indiach, teraz w Syrii. Byłem też na Majdanie – to jest niesamowite. Poznałem niesamowitych ludzi. Myślę, że ta książka może być dla ludzi, którzy wątpią, może być dla ludzi, którzy szukają. Może też być dla tych, którzy mają ten niepokój w sobie, ferment. Bo dla ludzi, którzy już wszystko wiedzą i nic ich nie interesuje, i są zadowoleni ze swego życia, z siebie samych, no to ta książka chyba nie jest.

B.I. - Jak ważna w twoim życiu jest muzyka reggae?

D.M. - Muzyka reggae ma w sobie moc, jakąś siłę. To jest muzyka wielopoziomowa. I słowo, które jest bardzo mocne, przenosi treści także duchowe. Ma też moc poprzez rytm, przez rytm basowy, ale też i melodię, która gdzieś tam działa. To bardzo piękna muzyka, która mnie bardzo kiedyś poruszyła i do tej pory porusza. Gram nie tylko reggae. Słucham też różnej muzyki, dużo folkowej. Muzyka przenosi słowo. Jak mówił św. Augustyn: kto śpiewa ten się dwa razy modli. 

B.I. – Tobie udało się reggae wykorzystać także do głoszenia Słowa.

D.M. – Tak, muzyka jest tylko narzędziem.. Bo muzyka jest taką platformą, na której Słowo się niesie. Myślę, że to jest coś takiego, co Pan Bóg mi dał. Myślę, że ta muzyka działa prosto w serce, jest prosta, ale nie prostacka.

Oceń treść:
Źródło:
;