Pod oknem
Bp Robert Chrząszcz do młodych: Warto wstać i iść do Boga
- Warto wstać i iść do Boga. Tam naprawdę jest wszystko, czego potrzebujemy. Świat nam tego nie da – mówił bp Robert Chrząszcz w czasie wielkopostnego dnia skupienia dla kandydatów do bierzmowania zatytułowanego „Wstań!”, który odbył się w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie.
Na początku Mszy św. ks. Tomasz Szopa zacytował fragment wywiadu z kard. Stanisławem Dziwiszem, który tak wspominał czas odchodzenia św. Jana Pawła II przed 20 laty: „Od paru dni wiele ludzi czuwało na placu przy bazylice, modląc się za papieża. Zdawano sobie sprawę, że on już jest w tym momencie odchodzenia. Rozmawiałem z grupą młodzieży, która od dwóch dni była tam w bliskości Bazyliki św. Piotra. Mówiłem „Idźcie do domu” albo po prostu „Idźcie odpocząć, przespać się”. Odpowiadali mi, i to nie raz: „On był z nami. My dziś chcemy być z nim”. Właściwie młodzież odprowadziła go do drzwi Nieba na spotkanie z Jezusem Chrystusem. I to robiło ogromne wrażenie… Ta młodzież, która żegnała swojego ojca”. - Bardzo się cieszę, że wasze uczucia są podobne, że jesteście jako ludzie młodzi, zwłaszcza kandydaci do bierzmowania, w tym dniu, w tym miejscu - u św. Jana Pawła II. Wielka to dla nas radość z waszej licznej obecności, zwłaszcza ludzi młodych, którzy chcą być przy Janie Pawle II – mówił kustosz papieskiego sanktuarium na Białych Morzach.
W czasie homilii bp Robert Chrząszcz zwrócił uwagę, że odczytana przypowieść o synu marnotrawnym jest nazywana też przypowieścią o miłosiernym ojcu. - Chociaż główny bohater tej historii wyrusza z domu i trwoni wszystko, co dostał, to centrum tej historii jest miłość - miłość, która czeka, miłość, która przebacza, miłość, która się nie obraża, ale wychodzi naprzeciw – mówił krakowski biskup pomocniczy. Analizując ewangeliczną przypowieść zauważył, że w momencie dosięgnięcia dna, syn marnotrawny przypomina sobie o domu ojca, do którego postanawia wrócić „nie z powodu wielkiej miłości, ale po prostu z głodu i wstydu”. Gdy ojciec dostrzega go powracającego, wybiega mu na spotkanie, choć w tamtej kulturze dorosły mężczyzna nie biegał, bo było to oznaką braku godności. – On biegnie, bo miłość nie dba o pozory. Bo miłość nie czeka z założonymi rękoma. Miłość nie stawia warunków – mówił biskup.
Zaznaczył, że ta przypowieść pokazuje, jak wielka może być miłość ojca do dziecka, nawet tego, które zbłądziło. Podkreślił, że nie jest to odległa historia sprzed wieków, ale opowieść o każdym, kto kiedyś poczuł się niegodny, zagubiony, daleki od domu. Zauważył, że ten fragment Ewangelii przemawia do młodych ludzi, którzy czasem boją się, że po swoich błędach zostaną odrzuceni czy niezrozumiani. - A Jezus, opowiadając tę historię, mówi: „popatrz, taki właśnie jest Bóg - czeka na ciebie jak kochający ojciec; gdy do Niego wrócisz, nie spotka cię potępienie, lecz przytulenie, nie kara, lecz przebaczenie i święta radość; nie usłyszysz od Niego chłodnego: „a nie mówiłem?”, bo On zamiast wypominać błędy, wkłada ci na palec pierścień Dziecka Bożego i przywraca ci godność”. To jest miłość, która daje wolność i przywraca życie. I właśnie taka miłość czeka na każdego, kto odważy się wrócić do domu Ojca – przekonywał biskup.
Zwrócił uwagę, że każdy w swoim życiu ma takie chwile, kiedy myśli, że musi iść własną drogą, że Bóg go ogranicza, a Kościół to tylko zakazy. Ale przypowieść o miłosiernym ojcu pokazuje, że nawet kiedy człowiek się pogubi, zrobi głupoty, odwróci się od Boga, to On się nie odwraca od człowieka - czeka i wybiega mu naprzeciw. - Może teraz jesteś jak ten syn - pogubiony, zrezygnowany, może w czymś tkwisz, nie wiesz jak z tego wyjść, jak sobie z tym poradzić. Może myślisz, że jest już za późno, że zawaliłeś, że Bóg nie chce cię więcej. Ale ta przypowieść mówi nam coś zupełnie innego - dla Boga nigdy nie jesteś stracony, nigdy nie jest za późno, zawsze możesz wrócić – mówił biskup. - Pamiętajcie, nie jesteście sami, macie Ojca, który was kocha, nie takiego surowego, który tylko liczy grzechy, ale takiego, który ma oczy wypatrujące was na horyzoncie, Ojca, który biegnie, kiedy tylko widzi, że chcecie wrócić, Ojca, który się cieszy, że znowu jesteście w domu – dodawał.
Homilię zakończył słowami św. Jana Pawła II z inauguracji pontyfikatu, które wpisał do swojego biskupiego zawołania, a które stanowią też dobre podsumowanie przypowieści o miłosiernym ojcu: „Nie lękajcie się. Otwórzcie drzwi Chrystusowi. Nie lękajcie się. Chrystus wie, co nosi w swoim sercu człowiek. On jeden to wie”.
Na koniec Mszy św. za całe wydarzenie „Wstań!” - tym wszystkim, którzy przy nim pracowali i którzy wzięli w nim udział - podziękował ks. Marcin Filar, duszpasterz młodzieży Archidiecezji Krakowskiej.
Przed błogosławieństwem bp Robert Chrząszcz zachęcał młodych, aby dołączyli do różnych grup formacyjnych w swoich parafiach. - Wielką radością dla Boga jest to, byśmy do Niego wracali, a później już w Jego domu, w tej rzeczywistości nawrócenia, trwali ciągle – mówił biskup dziękując wszystkim, którzy „wstali” dzisiaj do konfesjonałów i się spowiadali, aby rzeczywiście doświadczyć radości syna marnotrawnego. - To jest właściwie to, co chciałem i chcieliśmy wam dzisiaj przekazać, że warto wstać i iść do Boga. Tam naprawdę jest wszystko, czego potrzebujemy. Świat nam tego nie da - on może nam obiecywać różne fantastyczne rzeczy, ale to są tylko namiastki – zwrócił uwagę biskup.