Imieniny: Rudolfa, Roberta

Wydarzenia: Światowy Dzień Chorych Na Chemofilię

Wywiady

Z ks. Wojciechem Kościelniakiem, misjonarzem pracującym w Kiabakari w Tanzanii rozmawia Małgorzata Pabis

 

Tanzania. Jest tam Ksiądz 33 lata. Księdza marzeniem jest, aby do Sanktuarium w Kiabakari trafił z Łagiewnik Dzwon Nadziei. Dlaczego?

Będzie to znak widzialny naszej łączności Kiabakari w Tanzanii z Sanktuarium-Matką w krakowskich Łagiewnikach. Zawsze uważałem, że Sanktuarium w Kiabakari jest filią, jest jakby dzieckiem-sanktuarium, bo tak jest naprawdę.

My kapłani diecezjalni pracujący na misjach jesteśmy nazywani fidei donum – czyli jesteśmy darem wiary. A co może być lepszego z Krakowa, jak nie orędzie Bożego Miłosierdzia. Bramę Miłosierdzia, którą mamy w Sanktuarium, zrobiłem na wzór głównej bramy do Katedry Wawelskiej, taka metalowa z literami „K” w koronie. Za każdym razem gdy otwieramy tą bramę, czuję jakbym wchodził do Katedry, gdzie otrzymałem święcenia diakonatu i prezbiteratu.

Dlatego wszystko co czynię w Kiabakari, łącznie z nauczaniem o Miłosierdziu Bożym, to wszystko konsultuję z tym, co jest napisane w „Dzienniczku” i na stronach internetowych w Łagiewnikach, z publikacjami, które wydajecie, zaglądam do was na transmisje online. Ciągle się uczę!

Dlatego jest takim właśnie moim marzeniem, żeby Dzwon Nadziei był wyraźnym znakiem naszej duchowej łączności między Łagiewnikami i Kiabakari. Marzę też, by delegacja Sanktuarium z Łagiewnik mogła przybyć do Kiabakari przekazać nam oficjalnie Dzwon Nadziei. To będzie bardzo jasny znak, także dla biskupa naszej diecezji Musoma, do której Kiabakari należy, dla kapłanów, osób konsekrowanych i całego Ludu Bożego w Tanzanii, że Kiabakari jest „tubą” Łagiewnik w Afryce, jest lokalnym oknem na Miłosierdzie Boże, które tutaj w krakowskich Łagiewnikach ma swoje światowe centrum. To jest moje osobiste marzenie.

Jak dziś wygląda kult Bożego Miłosierdzia w Tanzanii, a jak to było kiedy Ksiądz tam przyjechał?

Kiedy przyleciałem do Tanzanii w 1991 roku, dokładnie 8 stycznia, to mój pierwszy kontakt z nabożeństwem do Miłosierdzia Bożego w formach tam przyjętych w Tanzanii, to była broszurka, bez imprimatur kościelnego, która nazywała się „Róże modlitewne”. W tych „Różach modlitewnych” były zamieszczone rozmaite modlitwy, ale w kontekście modlitw, które działają automatycznie – jak się odmówi którąś modlitwę, to się otrzyma takie a takie łaski albo tyle i tyle dni odpustu. W tym kontekście tak samo był umieszczony tekst Koronki do Miłosierdzia Bożego i obrazek Miłosierdzia Bożego. Niestety, tłumaczenie Koronki do Miłosierdzia Bożego w języku suahili było błędne tzn. niezgodne z polskim tekstem Koronki.

To tłumaczenie krążyło w całej Tanzanii przez wiele lat. Nawet do dzisiejszego dnia używane jest w wielu jeszcze miejscach i bardzo trudno to wykorzenić.

Jestem na etapie tłumaczenia „Dzienniczka” Siostry Faustyny na język suahili. Pan Jezus uczył św. Siostrę Faustynę Koronki do Miłosierdzia Bożego w języku polskim, a ja też jestem Polakiem. W związku z tym nadszedł czas, z racji tłumaczenia „Dzienniczka”, by zakończyć używanie błędnego tłumaczenia a wprowadzić właściwy tekst. Przetłumaczyłem Koronkę do Miłosierdzia Bożego w najbardziej wiernym tłumaczeniu jak tylko to jest możliwe na język suahili, bez przedłużania niepotrzebnie pewnych słów, np. słowo przebłaganie w języku suahili ma wiele znaczeń i trzeba było wybrać jedno, i w takiej formie teraz my jako Narodowe Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kiabakari tekst ten propagujemy i takie tłumaczenie staramy się ludziom przekazać.

Oczywiście spotyka się to z oporami, niektórzy przyjmują, niektórzy nie.

Na szczęście w zeszłym roku dyrekcja Radia Maryja Tanzania, które jest teraz ogólnokrajowym radiem na wszystkie diecezje, poprosiło mnie o cykl półgodzinnych pogadanek, audycji radiowych raz w tygodniu w środy w godzinach od 18.30 do 19.00, w czasie o dobrej słyszalności, z powtórką w piątki od 13.30 do 14.00. Podjąłem to wyzwanie z radością, bo to wspaniała okazja, by dać wiernym Kościoła Katolickiego w Tanzanii podstawy orędzia do Miłosierdzia Bożego, w takiej formie jakie je Jezus przekazał Siostrze Faustynie i jakie mamy je w „Dzienniczku”, i w takich formach, i takie orędzie, i taki przekaz Miłosierdzia Bożego, jaki płynie z krakowskich Łagiewnik.

Światowe Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach jest Sanktuarium-Matką dla wszystkich sanktuariów Bożego Miłosierdzia na świecie, w tym i dla Narodowego Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kiabakari, w Tanzanii, we Wschodniej Afryce. A ponieważ jestem kapłanem krakowskim, pochodzącym też z Miasta Krakowa, który tutaj w Łagiewnikach wydeptywał ścieżki od początku, dlatego też moim oczywistym obowiązkiem jest przekazanie Kościołowi katolickiemu w Tanzanii tego co najlepsze w Polsce, a najlepsze to właśnie orędzie Miłosierdzia Bożego w takiej formie jaką mamy w „Dzienniczku”, i jakiej strzeże Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach.

Te pogadanki, których do tej pory na antenie Radia Maryja w Tanzanii było już 40, spotykają się z bardzo żywym zainteresowaniem i wielkim odzewem. Słuchacze piszą, dzwonią, pytają, sygnalizują ciekawe sprawy i trudności, sugerują tematy. Moje audycje w Radio Maryja Tanzania, stały się żywą ogólnokrajową platformą, dzięki której Sanktuarium Narodowe Miłosierdzia Bożego w Kiabakari stało się znane w całej Tanzanii, w episkopacie tanzańskim, wśród księży, osób konsekrowanych i wiernych świeckich. Odzwierciedlenie tego szerokiego zainteresowania widzimy w przekroju ludzi, którzy przybywają do Kiabakari na pielgrzymki.

Tanzania to wielki kraj, trzy razy większy niż Polska, odległości są wielkie. Kiabakari położone jest w północno-zachodnej Tanzanii, w regionie Mara, między Jeziorem Wiktorii a Parkiem Narodowym Serengeti. Do najbliższej metropolii, Miasta Mwanza, o 4-milionowej populacji, mamy 185 kilometrów, do stolicy Tanzanii, Dodomy – 800 kilometrów, a do największego miasta Tanzanii, ośmiomilionowego Dar es Salaam – 1300 kilometrów.

W związku z odległościami oraz możliwościami finansowymi Tanzańczyków i położeniem Kiabakari na mapie Tanzanii, mamy co roku zasadniczo dwa główne wydarzenia. Pierwszym jest Niedziela Miłosierdzia Bożego, którą obchodzimy przez 4 dni: czwartek, piątek, sobotę i niedzielę, łącznie z pielgrzymką do grobu Sługi Bożego Juliusza Nyererego, założyciela Tanzanii jako niepodległego państwa; nocnymi czuwaniami, konferencjami duchowymi, Mszą świętą polową z przedstawicielami Episkopatu Tanzanii w samą Niedzielę Miłosierdzia Bożego o godzinie 10.00 rano z Koronką, uczczeniem obrazu Miłosierdzia Bożego, poświęceniem wody, soli i sakramentaliów dla pielgrzymów.

Drugim takim wielkim zlotem pielgrzymów jest drugi weekend października. W pierwszy weekend października tradycyjnie kończymy tygodniowe rekolekcje-pielgrzymkę w Sanktuarium Matki Bożej z Kawekamo w metropolii Mwanza, na wzgórzu, na którym Święty Jan Paweł II odprawił Mszę świętą we wrześniu 1990 roku. Jest to podwójne sanktuarium – ku czci Matki Bożej z Kawekamo i ku czci Świętego Jana Pawła II. Po zakończeniu pielgrzymki w Kawekamo, w Mwanzie, w następny weekend, aby uniknąć konfliktu dat wydarzeń – pielgrzymi przybywają do Kiabakari na czterodniową pielgrzymkę ku czci Wielkich Apostołów Miłosierdzia Bożego: św. Siostry Faustyny, św. Jana Pawła II i błogosławionego ks. Michała Sopoćki. To jest drugi taki moment, gdzie ludzie przyjeżdżają w zorganizowanych grupach do Sanktuarium w Kiabakari.

Mamy dwa dwu- i trzy-kondygnacyjne internaty dla uczniów w naszej misyjnej szkole podstawowej, 300 łóżek jest do wynajęcia dla pielgrzymów oprócz tych zajętych już przez uczniów. Są też namioty, mały pasaż gastronomiczno-handlowy, by pielgrzymi mogli coś smacznego zjeść (restauracja), coś sobie kupić (księgarnia sanktuarium, minimarket spożywczy itd.). No i tak to wygląda.

Ale Ksiądz mówi, o tym, że Sanktuarium Narodowe w Kiabakari jest gdzieś tak na uboczu. Dlaczego właśnie tam, a nie na przykład w stolicy?

Myślę, że historia Sanktuarium w Kiabakari jest podobna do Nazaretu. Za czasów Pana Jezusa powiadali, że z Nazaretu nic dobrego nie pochodzi… Tak samo z Kiabakari. Było to miejsce o ponurej sławie, od którego wszyscy uciekali. Zresztą Region Mara w Tanzanii do dnia dzisiejszego nie ma zbyt pozytywnej opinii. Natomiast cała historia, wydaje mi się, wiąże się z moim osobistym powołaniem i kapłańskim i misyjnym. Były takie trzy momenty w moim życiu, w których wierzę, że Matka Boża osobiście interweniowała.

Byłem zwykłym chłopakiem z bloku, z osiedla Górali w Nowej Hucie. Parafia Arka Pana (w tej chwili jest to parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa – tam gdzie w czasach PRL-u broniono krzyża). Całe moje życie: chrzest, Pierwsza Komunia Święta, Bierzmowanie, cała katecheza łącznie do klasy maturalnej – wszystko zawdzięczam Parafii w Arce Pana. Po zakończeniu trzeciej klasy licealnej, gdy zjechaliśmy się z rodzicami i bliskimi do Sanktuarium Panny Łaskawej w Janowie Lubelskim, skąd pochodzi część mojej rodziny od strony Mamy, mój wujek Sławek właśnie od strony rodziny Mamy, ksiądz Archidiecezji Lubelskiej, odprawiał Mszę świętą pożegnalną w sierpniu 1981 roku – żegnał się przed wyjazdem na misje do Zambii. W czasie tej Mszy świętej stałem swoim zwyczajem gdzieś tam pod chórem. Gdy Wujek rozdawał Komunię Świętą, coś mnie tknęło, by spojrzeć na obraz Matki Bożej w głównym ołtarzu. Usłyszałem wtedy ‘w sobie’, tak to mogę określić (nie wiem czy to było w głowie, w sercu, czy w duszy), taką informację, jedno krótkie zdanie: „I ty będziesz kapłanem”. Nigdy o tym nie myślałem, bo złożyłem już papiery na Akademię Górniczo-Hutniczą na informatykę. Chodziłem do klasy matematyczno-fizycznej w liceum, to mnie interesowało. Ta informacja połączona była z niesamowitym pokojem, ale jednocześnie z takim doświadczeniem, porównałbym do św. Pawła pod Damaszkiem. I to nie było polecenie, to nie była prośba, to nie był rozkaz. To była informacja, że to się wydarzy w moim życiu. Zupełnie taki spokojny głos. Nie mogę powiedzieć czy to był głos męski, czy żeński. To była informacja, która pojawiła się we mnie. Była ona jednocześnie połączona z niesamowitym pokojem. Miałem trudności z wyjściem z kościoła, musiałem się podpierać ścian. Byłem oszołomiony przez jakieś dwa, trzy dni, w ogóle nie wiedziałem co robić. Potem poszedłem do naszej parafii Świętego Kazimierza na Grzegórzkach w Krakowie.

Ksiądz Proboszcz odesłał mnie do księdza rezydenta, aby tę sprawę rozeznał. Po długiej rozmowie ten kapłan powiedział mi, że tego powołania nie można zmarnować. Wstąpiłem zatem do krakowskiego seminarium. Nigdy nie byłem ministrantem, ani lektorem, więc było mi ciężko na początku. Postanowiłem więc odejść, ale ojciec duchowny Krzysztof poradził mi bym wytrzymał i dał powołaniu szansę. I tak się stało. W trakcie formacji duchowej i intelektualnej w seminarium krakowskim zafascynowałem się Ojcami Kościoła, byłem na seminarium u księdza profesora Edwarda Stańka, pisałem u niego pracę magisterską i marzyłem o tym, żeby po święceniach kapłańskich studiować dalej patrystykę i zrobić licencjat i doktorat.

Tak jednak się nie stało…

Dwa lata po święceniach kapłańskich – w czasie jednego z serii spotkań formacyjnych w seminarium krakowskim dla młodych kapłanów Ksiądz Kardynał Franciszek Macharski, odprawił dla nas Mszę świętą, w trakcie której wygłosił kazanie i apelował, by zgłosiło się dwóch młodych kapłanów, którzy by dołączyli do innych krakowskich kapłanów w Tanzanii już tam pracujących. Nigdy nie myślałem o misjach. Wiązałem swoje życie ze studiami i z duszpasterstwem akademickim. Coś mnie tknęło, żeby popatrzeć na obraz Matki Bożej w ołtarzu – Matka Boża patrzy na mnie, ja na Nią, i znowu słyszę ten sam głos: „Te słowa dotyczą Ciebie”. Nie mogłem wytrzymać do końca Mszy świętej, myślałem, że wszyscy przeżyli coś takiego jak ja. Powiedziałem więc Księdzu Kardynałowi Franciszkowi Macharskiemu, że chcę jechać. Ksiądz Kardynał zrobił wielkie oczy i zapytał – „Ty? Przecież ty chcesz studiować?”. Odpowiedziałem: „Tak, ja się zgłaszam”.

„No to pojedziesz najpierw do Irlandii przygotować się językowo z kapłanem, który już od wielu lat chce wyjechać na misje” – zdecydował Kardynał. I polecieliśmy z kolegą do Irlandii. Po trzech miesiącach pracy jako wikary w parafii Drogheda, w Archidiecezji Armagh, wróciłem do Krakowa, i kilka dni później, przez Rzym, by poprosić o błogosławieństwo na misje Ojca Świętego Jana Pawła II, poleciałem do Tanzanii. 8 stycznia 1991 roku odebrał mnie na lotnisku kolega-misjonarz, aktualnie Dyrektor Wydziału Misyjnego Archidiecezji Krakowskiej – ksiądz Tadeusz Dziedzic. Kilka dni później zacząłem szkołę języka swahili w diecezji Musoma. Śp. Ksiądz Karol Szlachta zabierał mnie do siebie na weekendy, żebym zobaczył jak wygląda praca misyjna.

W jedną z niedziel Wielkiego Postu w marcu 1991 roku wysłał mnie do Kiabakari po raz pierwszy z lokalnym klerykiem, który miał powiedzieć kazanie, a ja miałem odczytać Mszę świętą z mszału, bo niewiele jeszcze umiałem mówić w swahili.

I wtedy znów pojawił się ten tajemniczy głos…

Gdy dojeżdżaliśmy do Kiabakari, brakowało jeszcze jakieś 5 kilometrów, na wzniesieniu, z którego było dobrze widać pagórek, na którym wybudowana była kaplica-barak w Kiabakari, kleryk pokazał mi gestem to wzgórze widniejące na tle pasma większych wzniesień na horyzoncie i powiedział: „Tam jedziemy, tam gdzie jest ten pagórek, tam jest ten barak-kaplica w Kiabakari”. Gdy on to mówił, pojawił po raz trzeci ten głos w mojej duszy, który mnie poinformował, że „to jest wzgórze Miłosierdzia Bożego, z którego ma się rozprzestrzenić orędzie Miłosierdzia Bożego na Tanzanię i Afrykę”.

To był ostatni raz, kiedy usłyszałem ten głos. Już nigdy więcej nie pojawił się w moim życiu. Jakby doprowadził mnie do Kiabakari i tam pozostawił. A potem przez lata trawała interpretacja tego, co to znaczy żeby to było wzgórze Miłosierdzia Bożego, i jak to ma się rozprzestrzenić. Myślę, że teraz właśnie dopiero rozumiem. Sama koncepcja, czy wizja, którą zrozumiałem przez różne wydarzenia przez lata, to ta że Pan Bóg chce, by Miłosierdzie Boże w Kiabakari dotykało całego człowieka, nie tylko jego duszę. A zatem nie tylko przez sanktuarium, ale i przez opiekę medyczną, czyli uczynki miłosierdzia co do ciała, ale też i przez edukację, wychowanie, formację. Wtedy cały człowiek jest przeniknięty, uświęcony i uformowany Bożym Miłosierdziem.

Trudno jest mówić o Miłosierdziu Bożym człowiekowi, który jest głodny, człowiekowi który jest chory, z daleka od cywilizacji. Nauczę go Koronki do Miłosierdzia Bożego, on pójdzie do domu i dalej będzie żył jak żyje, w biedzie i beznadziei, nic się w jego życiu nie zmieni. Trzeba go leczyć – jak dobry samarytanin, trzeba go uczyć, formować, wychowywać.

Koncepcja wizji Wzgórza Miłosierdzia jest oparta na tych właśnie trzech filarach – Miłosierdzie Boże ogarniające i przenikające całego człowieka: duszę, ciało, umysł.

A czy miłosierdzie rozchodzi się z Kiabakari na całą Tanzanię i Afrykę?

Widzę, że tutaj Pan Bóg chce inaczej. Nie tylko żeby to było sanktuarium, które ściąga ludzi do Kiabakari, ale także sanktuarium, które promienieje orędziem i posyła pielgrzymów do Kościoła i świata z tym orędziem. To nasza działalność medialna, publicystyczna, radiowa. To książki które piszę, nagrania, które robimy, pieśni, które komponujemy, a teraz nagrywane audycje w Radio Maryja w Tanzanii. To także Stowarzyszenie Apostołów Miłosierdzia Bożego z siedzibą w Tanzanii, którzy swoim czynem, modlitwą i słowem niosą Orędzie Miłosierdzia Bożego do Kościoła i świata. Ludzie do niego się zapisują, tworzą oddziały w różnych diecezjach, i właśnie w ten sposób propagują Miłosierdzie Bożego, a dokonuje się to w sposób bardzo konkretny i efektywny.

W czasie powstawania Sanktuarium również doświadczył Ksiądz szczególnej Bożej interwencji…

To się wydarzyło w Łagiewnikach w październiku 1997 roku. Przede wszystkim tu jest wielka zasługa Księdza Kardynała Stanisława Dziwisza, wtedy jeszcze prałata. Najpierw poprzez rodzinę bł. Pier Giorgio Frassatiego pomógł mi znaleźć fundusze na rozpoczęcie budowy misji, a potem przez siostrę Arcybiskupa Pescary, Francesco Cuccarese, zdobył połowę funduszy na budowę sanktuarium. Arcybiskup Cuccarese prosił, aby w sanktuarium była też kaplica św. Gemmy Galgani, bo mają wielki kult do niej, ale ponieważ koncepcja kościoła nie ma bocznych kaplic, w związku z tym została drugą patronką sanktuarium obok Pier Giorgio Frassatiego. Czyli dwóch młodych włoskich świętych, którzy właśnie przez uczynki miłosierdzia co do ciała i co do duszy pokazują co to znaczy być przenikniętym Miłosierdziem Bożym, jak to zinterpretować we własnym życiu, i jak apostołować.

Dlatego wygląd prezbiterium, obraz Miłosierdzia Bożego, promienie są przedłużone, przechodzą przez ich obrazy, bo młodzi święci XX wieku pokazują nam, co to znaczy żyć Miłosierdziem Bożym, zwłaszcza jako świeccy w Kościele.

Ale na czym polegała ta szczególna interwencja?

Wciąż brakowało nam środków na budowę sanktuarium. Zbierałem tu i tam, ale też i zapożyczałem się. W konsekwencji, po konsekracji kościoła w 1997 roku, zostałem z pokaźnym długiem, kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Poleciałem do Polski. Z ciężkim sercem przyszedłem do Łagiewnik 5 października 1997 roku na główną Mszę świętą ku czci Siostry Faustyny. Wtedy odbywało się to na zewnętrznym ołtarzu u Sióstr. Modliłem się, prosząc: „Siostro Faustyno, pomóż mi, bo co ja zrobię, jak ja wrócę do Tanzanii?”. Po Mszy św. Siostry w Łagiewnikach zaprosiły nas na poczęstunek do konwentu. Jedna z Sióstr chodziła między stołami z tacą z obrazkami Siostry Faustyny, Miłosierdzia Bożego, z cytatami z „Dzienniczka” na drugiej stronie. Wziąłem jeden obrazek i przeczytałem, co było napisane na odwrocie. Poczułem jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Jak taki mikrob duchowy, który nie ma zupełnie zaufania do Miłosierdzia Bożego. Proszę sobie wyobrazić, że tam były napisane słowa Pana Jezusa do Siostry Faustyny „Twoim obowiązkiem jest całkowicie ufać mojemu Miłosierdziu, a moim obowiązkiem jest dać tobie wszystko czego potrzebujesz”. Szok. I w niecały miesiąc po tym znalazł się nagle ni stąd ni zowąd darczyńca, który spłacił cały mój dług. Od tamtego czasu nie mam już wątpliwości i pytań tego typu do Pana Boga.

Dziękuję za rozmowę

Jeśli ktoś chciałby wesprzeć swoją ofiarą zakup Dzwonu Nadziei dla Kiabakari, może wpłacić swój dar na konto Kościoła Rektoralnego Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach 65 1240 4432 1111 0000 4721 0286 z dopiskiem: Dzwon Nadziei lub dołączyć do zbiórki.

Źródło:
;