Imieniny: Grzegorza, Urbana, Magdaleny

Wydarzenia: Międzynarodowy Dzień Dziecka Zaginionego

Felietony

 fot. Materiały prasowe

„Zdążyłam zrobić specjalizację i karierę, zdążyłam być w Tokio i Paryżu, zdążyłam kupić mieszkanie i wyremontować dom. Ale nie zdążyłam być mamą” – to słowa kobiety ze spotu Fundacji Mamy i Taty, która rozpoczęła kampanię „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”. Przez Internet zdążyła się już w związku z tym przelać fala krytyki i szyderstw.

 

A chciałoby się rzec, że skoro „zażarło” to znaczy, że problem został dobrze zdiagnozowany. Kampanii zarzuca się, że przyczyny odkładania decyzji o poczęciu dziecka są zgoła inne niż kariera, bo jest to przede wszystkim brak stabilizacji życiowej (umowy śmieciowe, niezdolność kredytowa i brak mieszkania). W tym miejscu można krytykom przyznać rację, ale nie zmienia to faktu, że kampania dotknęła czułego społecznie punktu, wywołała dyskusję i oby przełożyła się na realne działania władzy czy organizacji pozarządowych. Nie ośmieszałbym też wpływu na bezpośrednie decyzje par o rodzicielstwie. Kampania zapadnie w pamięć wielu potencjalnym matkom i ojcom. Jeśli świadomie odkładali rodzicielstwo – niezależnie od przyczyn – zastanowią się czy nadal warto, jeśli robili to nieświadomie, to jest szansa, że zorientują się, że jest coś na rzeczy. Tego nie da się zabrać tej kampanii.

Jestem zdecydowanym zwolennikiem pozytywnego przekazu. Ale mam też świadomość, że negatywny skuteczniej dociera do odbiorców i wzbudza o wiele większe emocje. Potwierdza to Justyna Bakalarska z brief.pl, która podkreśla, że kampanie społeczne powinny wzbudzać kontrowersje, wzruszenie czy uśmiech na twarzy. „Emocje sprzyjają lepszemu zapamiętywaniu przekazu jaki niosą za sobą. Pamiętać przy tym trzeba o jednym – kampanie społeczne nie powinny być nudne. Inaczej przejdzie się obok nich obojętnie” – pisze Bakalarska. Wszystkie te kryteria spełnia kampania społeczna „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”.

Nie będę też zarzucał, że Fundacja Mamy i Taty w tak ważnej społecznie sprawie epatuje akurat przekazem negatywnym. Nie uprawnia do tego osławiona klikalność. Spot, o którym mowa, ma 350 tys. wyświetleń na YouTubie. A spoty z mega pozytywnym przekazem także promujące rodzicielstwo „Pomyśl o dziecku” mają kilka i kilkanaście tysięcy wyświetleń. Ale może dzięki pani, która zdążyła być w Tokio i Paryżu, a nie zdążyła zostać mamą, uda się dostrzec pozytywne przesłanie wcześniejszych kampanii Fundacji Mamy i Taty?

Źródło:
;